Ariadna ma zmniejszone środki usypiające.
w pierwszym podrygu serca, taka radość, że nas poznała po głosie... skoczyło tętno, nie ma sił otwierać oczu, chociaż próbowała, ale kiwa lekko głową.
chciała mi coś powiedzieć, ale nie może, bo ma rurkę...
powiedziałam, że jeszcze trochę i wszystko mi opowie.
na moje pytanie czy ją coś boli, kiwa głową...
może ktoś mi wytłumaczy, bo ja tego nie ogarniam,
po co wybudzać dziecko, które ma ciało naszpikowane welfronami, cewnikami i innymi rurkami.
i żywą ranę na ogromnej powierzchni ciała...
i wszystko rozwalone w środku...
po co wybudzać dziecko, skoro leży tam samo! przecież ona myśli, czuje, boi się i tęskni!
a ja się czuję jak intruz. co chwilę wypraszana. siedzę jak żebrak pod tymi drzwiami, żeby wejść na chwilę i wyjść i tak całe dnie... nie 2 dni, ale dwa tygodnie.
ja rozumiem, że to OIOM, zasłanianie się specyfiką oddziału to dobry chwyt, ale nikt mnie nie przekona, że przerażone dziecko, bez matki wyzdrowieje szybciej niż jakby matka była obok. NIKT!!!!
mnie przy Ari nie zastąpi żaden qwa sprzęt za miliony, ani najnowsze leki, ani żadne tabuny lekarzy.
bo dziecko to nie jest kawałek mięsa, ona przede wszystkim czuje.
w pierwszym podrygu serca, taka radość, że nas poznała po głosie... skoczyło tętno, nie ma sił otwierać oczu, chociaż próbowała, ale kiwa lekko głową.
chciała mi coś powiedzieć, ale nie może, bo ma rurkę...
powiedziałam, że jeszcze trochę i wszystko mi opowie.
na moje pytanie czy ją coś boli, kiwa głową...
może ktoś mi wytłumaczy, bo ja tego nie ogarniam,
po co wybudzać dziecko, które ma ciało naszpikowane welfronami, cewnikami i innymi rurkami.
i żywą ranę na ogromnej powierzchni ciała...
i wszystko rozwalone w środku...
po co wybudzać dziecko, skoro leży tam samo! przecież ona myśli, czuje, boi się i tęskni!
a ja się czuję jak intruz. co chwilę wypraszana. siedzę jak żebrak pod tymi drzwiami, żeby wejść na chwilę i wyjść i tak całe dnie... nie 2 dni, ale dwa tygodnie.
ja rozumiem, że to OIOM, zasłanianie się specyfiką oddziału to dobry chwyt, ale nikt mnie nie przekona, że przerażone dziecko, bez matki wyzdrowieje szybciej niż jakby matka była obok. NIKT!!!!
mnie przy Ari nie zastąpi żaden qwa sprzęt za miliony, ani najnowsze leki, ani żadne tabuny lekarzy.
bo dziecko to nie jest kawałek mięsa, ona przede wszystkim czuje.
Myślami pragnę wam przesłać dużo siły na to zło. Codzienne modlę się o Ari. Nie poddawajcie się walczcie.
OdpowiedzUsuńDawno temu praktykowalam na intensywnej terapii i rozmawialam z mama w podobnej sytuacji. Poprosilam, zeby przyniosla maly magnetofon i kasety z nagranym swoim glosem. Czytala ksiazki, spiewala i mowila a my to puszczalysmy dziecku kiedy nie mogla przy nim byc. Minimalnie pomoglo i jej i chlopcu - byli spokojniejsi. Wiem, ze to czaso i energochlonne, ale podsuwam do przemyslenia.
OdpowiedzUsuńI trzymam kciuki.
Pomysł super, magnetofon jest tam od tygodnia... Plyty, nsgrania itd. Tylko że zawsze jak wchodzę jest pierwsza piosenka cd ktora byla wczoraj....
Usuńspróbuj porozmawiać z pielęgniarkami, albo z salową, a najlepiej jakby się trafili praktykanci - że to dla Was ważne, niech zwrócą na to uwagę. wiem, że to nie powinno tak być, że o wszystko trzeba walczyć. ale może jak kilka razy poprosisz to dotrze.
Usuń