niedziela, 24 lutego 2019

dom

kolejny niedzielny poranek spędzony w ciszy, jak po wybuchu jądrowym.
Bez śmiechu, wygłupów, bez bajki w łóżku i bez kakao wylanego na pościel.

kolejny niedzielny poranek, kiedy kulę się w sobie, szwendam po domu, nie wiedząc, co ze się zrobić... Bez Ariadny to nawet nie dom, tylko ściany.



6 komentarzy:

  1. Niech jak najszybciej wróci normalność;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczna...piękne ma oczka... Pani Basiu nikt z nas nawet nie może sobie wyobrazić tej ciszy...to cierpienie,które przechodzicie w szpitalu to jedno,ale to które w domu to drugie....😔 dom to ludzie, a tu brakuje jednej z najważniejszych osób - Arusi... dom to poczucie bezpieczeństwa, a ono nie wróci dopóki Ari nie wróci do zdrowia...dzìękuję Pani Basiu,że dzieli się Pani z nami każdym dniem... Człowiek w codziennym biegu zapomina często co tak naprawdę jest ważne...gdyby można tak jak w bajce złowić złotą rybkę i nawet nie trzy,ale żeby spełniła jedno życzenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, oczy w kolorze wiosennego burzowego nieba...

      ja zawsze mówiłam, ze najcenniejsze, co mam, to zdrowe dzieci. niestety nic w naszym życiu nie ma gwarancji stałości ani wieczności.
      kiedyś dziękowałam za każdy dzień, że jest zdrowa, dzisiaj -za każdy przeżyty dzień mimo choroby.

      Usuń
  3. To prawda... zdrowie jest najcenniejsze w naszym życiu, a zwłaszcza zdrowie naszych dzieci...kiedy nie ma zdrowia to nic innego nie cieszy... choroba Ari uświadomiła mi po raz kolejny, że nikt z nas nie wie co ma zapisane w gwiazdach, a co gorsze nie ma na to absolutnie żadnego wpływu... :(:(:(

    OdpowiedzUsuń