wybaczcie, że odsyłam Was tutaj, ale nie dam rady Wam wszystkim odpisywać z osobna.
nie znam odpowiedzi na pytanie: "Co się stało?"
Lekarze jeszcze też nie. robią wszystkie możliwe badania.
Ariadna miała gorączkę, zwymiotowała, byliśmy u lekarza, żadnych objawów chorobowych, "wirusówka".
minęły trzy dni, temperatura spadła, młoda jadła, bawiła się, za to ja czułam się średnio żołądkowo, co tylko utwierdziło mnie, że to zwykła wirusówka.
nadrobiłyśmy lekcje, bo w poniedziałek miała iść do szkoły.
miała strój gotowy na Balik.
zrobiłyśmy tort, na mikro-imprezę urodzinową w sobotę. w sobotę po południu była zmęczona, co wytłumaczyłam sobie,że miała dzień pełen wrażeń.
w niedzielę spała długo, a kiedy wstała to parzyła:
temperatura 39.
telefon do pediatry, zbijać gorączkę.
w poniedziałek pojechaliśmy do lekarza. żadnych innych objawów, żadnych węzłów, brzuszek miękki, osłuchowo czysto, NIC!! tylko temperatura.
i tak kolejną "wirusówkę" leczyliśmy wg zaleceń, zbijaliśmy temperaturę, dziecko leżało grzecznie w łóżku.
ja w środę rano pojechałam na szkolenie, bo 3 tygodnie wcześniej zaczęłam nową pracę. Ari była z tatą.
w środę się bawiła, temperatury prawie nie było.
w czwartek po 16 rozmawiałam z nią przez telefon, uspokajała mnie, że czuje się lepiej, że się bawi, że trochę spała dzień, że zaraz obejrzy bajkę z siostrą.
miała słaby głosik. a ja złe przeczucia.
z czwartku na piątek temperatura skoczyła do 40 stopni.
tata Ari zawiózł ją na SOR, przyjęcie na oddział, lekko powiększone węzły, kroplówka na wzmocnienie, temperatura spadła, wyniki już słabe były, więc przyjęcie na oddział z podejrzeniem białaczki.
im więcej robili badań tym wychodziły dziwne rzeczy, najpierw myśleli, że to guz w brzuchu, ale to tak węzły zaczęły się powiększać.
lekarze w Krysiewiczu zdecydowali o przewiezieniu do Szpitala Klinicznego.
ok. 13 Ariadna jeszcze sprawdziła czy wszystko ma, rozmawiała normalnie, tylko coraz gorzej oddychała i bardzo bolał ją brzuch.
ja byłam tam po 15 dopiero, pierwszym pkp ze szkolenia...
wpuścili nas do niej po 17 i zastałam małe ciałko, które jest podłączone do wszelkich możliwych sprzętów podtrzymujących życie...
nie znam odpowiedzi na pytanie: "Co się stało?"
Lekarze jeszcze też nie. robią wszystkie możliwe badania.
Ariadna miała gorączkę, zwymiotowała, byliśmy u lekarza, żadnych objawów chorobowych, "wirusówka".
minęły trzy dni, temperatura spadła, młoda jadła, bawiła się, za to ja czułam się średnio żołądkowo, co tylko utwierdziło mnie, że to zwykła wirusówka.
nadrobiłyśmy lekcje, bo w poniedziałek miała iść do szkoły.
miała strój gotowy na Balik.
zrobiłyśmy tort, na mikro-imprezę urodzinową w sobotę. w sobotę po południu była zmęczona, co wytłumaczyłam sobie,że miała dzień pełen wrażeń.
w niedzielę spała długo, a kiedy wstała to parzyła:
temperatura 39.
telefon do pediatry, zbijać gorączkę.
w poniedziałek pojechaliśmy do lekarza. żadnych innych objawów, żadnych węzłów, brzuszek miękki, osłuchowo czysto, NIC!! tylko temperatura.
i tak kolejną "wirusówkę" leczyliśmy wg zaleceń, zbijaliśmy temperaturę, dziecko leżało grzecznie w łóżku.
ja w środę rano pojechałam na szkolenie, bo 3 tygodnie wcześniej zaczęłam nową pracę. Ari była z tatą.
w środę się bawiła, temperatury prawie nie było.
w czwartek po 16 rozmawiałam z nią przez telefon, uspokajała mnie, że czuje się lepiej, że się bawi, że trochę spała dzień, że zaraz obejrzy bajkę z siostrą.
miała słaby głosik. a ja złe przeczucia.
z czwartku na piątek temperatura skoczyła do 40 stopni.
tata Ari zawiózł ją na SOR, przyjęcie na oddział, lekko powiększone węzły, kroplówka na wzmocnienie, temperatura spadła, wyniki już słabe były, więc przyjęcie na oddział z podejrzeniem białaczki.
im więcej robili badań tym wychodziły dziwne rzeczy, najpierw myśleli, że to guz w brzuchu, ale to tak węzły zaczęły się powiększać.
lekarze w Krysiewiczu zdecydowali o przewiezieniu do Szpitala Klinicznego.
ok. 13 Ariadna jeszcze sprawdziła czy wszystko ma, rozmawiała normalnie, tylko coraz gorzej oddychała i bardzo bolał ją brzuch.
ja byłam tam po 15 dopiero, pierwszym pkp ze szkolenia...
wpuścili nas do niej po 17 i zastałam małe ciałko, które jest podłączone do wszelkich możliwych sprzętów podtrzymujących życie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz