od kilku dni zbieram się do napisania, ale jakoś nie mam sił.
kiedyś, gdy wrócą mi chociaż minimalne siły napiszę to, czego nie napisałam.
teraz już nie muszę się bać o Ari...
ale to kiedyś.
udało nam się załatwić pogrzeb i wszystko z tym związane.
o tym też można mieć wiele rozważań....
a teraz w przeraźliwej ciszy czekamy na pogrzeb.
te 9 dni to jakiś obłęd, nikt nie ma swojego miejsca.
po pogrzebie będę wreszcie mogła iść, przycupnąć przy grobie,
a tak świadomość, że ona leży gdzieś tam we worku zwyczajnie mnie rozpierdala.
kiedyś, gdy wrócą mi chociaż minimalne siły napiszę to, czego nie napisałam.
teraz już nie muszę się bać o Ari...
ale to kiedyś.
udało nam się załatwić pogrzeb i wszystko z tym związane.
o tym też można mieć wiele rozważań....
a teraz w przeraźliwej ciszy czekamy na pogrzeb.
te 9 dni to jakiś obłęd, nikt nie ma swojego miejsca.
po pogrzebie będę wreszcie mogła iść, przycupnąć przy grobie,
a tak świadomość, że ona leży gdzieś tam we worku zwyczajnie mnie rozpierdala.
Ona jest teraz przy Tobie, jest. Ale wiem jak boli świadomość, że ukochane ciałko jest teraz samo, w zimnie, ciemności. Jednak ona jest przy Tobie.
OdpowiedzUsuńPani Basiu myślami jestem cały czas przy Pani...wiem,że nic nie ukoi Państwa bólu, a te "9 dni" jest kolejnym trudnym momentem, z którym przyszło się Wam zmierzyć, ale jedynym pocieszeniem jest to,że Arunia już nie cierpi...😪 nie zdążyłam poznać tej cudownej dziewczynki, ale usłyszałam o niej tyle wspaniałych rzeczy, że czuję jakbym ją znała...życzę Państwu dużo siły w poniedziałek i na każdy kolejny dzień...😪💔💔💔
OdpowiedzUsuńhttps://youtu.be/gpS77m4Qaog
Basiu, to niewyobrażalne doświadczenie... Gdzieś jednak przenikają się Wszechświaty i Ari tam jest. Energia i szczerze współczująca i serdeczna otacza Was teraz za sprawą wielu życzliwych Wam ludzi. Po tym wstrząsie, niedowierzaniu i niezgodzie na wyrok Losu przyjdzie kiedyś, wierzę w to, ukojenie. Mocno z Wami w te najtrudniejsze dni. M.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńNo cóż, pomoc z dupy to
UsuńOdtracona. Zadziwia mnie pana tupet, że po tym wszystkim ma pan odwage w ogole tu wchodzic, czytac i komentować.
Cieszę sìę,że Pani odpowiedziała temu Panu...sama nosiłam się z tym od rana,ale absolutnie nie chciałam tu prowadzić żadnych potyczek słownych... Proszę Pana to nie jest miejsce ani czas na wylewanie osobistych frustracji...Jeżeli Pani Basia i jej rodzina nie skorzystali z Pana pomocy to widocznie mieli powód...Nie sądzę żeby jakakolwiek mama nie chciałaby uratować swojego dziecka... Proszę przestać tutaj prezentować nam swoje urażone ego, bo to nie Pana spotkała ta tragedia...Pani Basi należy się chociaż minimum spokoju...Ona i tak już stoi na krawędzi rozpaczy...Te komentarze mają w niej wzbudzić poczucie winy??? Myślę, że do końca życia będzie szukać odpowiedzi na różne pytania,a nieodpowiednie komentarze nie tylko nie poprawią jej samopoczucia,ale zepchną w jeszcze większą otchłań...Widzę, że jest silną babką,ale każdy ma gdzieś swoje granice...Błagam Was też ludzie... Jeżeli nie stać Was na odrobinę zrozumienia, empatii, wyczucia czy chociażby szacunku i wypisujecie takie rzeczy do tej zrozpaczonej dziewczyny to lepiej nie piszcie nic... mowa jest srebrem,ale milczenie złotem... czasami dobre chęci są piekłem wybrukowane... Pani Basiu napisałam wczoraj,że mam nadzieję że Pani nie przestanie pisać... Ale to nie tak... Jeżeli zechce się Pani odseparować od pisania ...zrozumiem i wiele innych ludzi też,jeżeli jednak będzie Pani chciała pisać i będzie to dla Pani chociaż rodzaj minimalnej terapii to będziemy Panią wspierać jak tylko się da...Pani siebie zna najlepiej...Każdy inaczej przeżywa swoją żałobę...Wiem,że nie zmruży Pani dzisiaj oka,ale mam nadzięję,że noc i jutrzejszy dzień miną szybko...Życzę dużo siły...
OdpowiedzUsuńNaprawdę matce przed pogrzebem jej córki pisze pan takie słowa?!?
OdpowiedzUsuń